CZYTAJ CZARNĄ KSIĘGĘ PiS: Katastrofa w edukacji

Po 36 latach odwiedziłem niedawno moją profesor języka polskiego z III LO, legendarnej gdańskiej Topolówki. W PRL-owskiej szkole Renata Piłat zarażała nas miłością do literatury, była polonistką znakomitą i wymagającą. Z powołania. Za ciężką pracę odbierała marną pensję. Ale w czasach wszechobecnego tchórzostwa, oportunizmu i serwilizmu była wspaniałym wychowawcą, wzorem charakteru i człowieczeństwa. Za to pensji już nie odbierała. Takim się jest albo się nie jest. Renata Piłat w stanie wojennym uczyła odważnie, mówiła, co myśli, wstawiała się za prześladowanymi i aresztowanymi uczniami. Usunięto ją za to z zawodu. Taka była dla niej zapłata.

Zapytałem ją, dlaczego z własnego wyboru wzięła na swe barki przekleństwo: „Obyś cudze dzieci uczył”.

Powiedziała mi, że wybrała zawód swojej matki, która po 1918 roku na wezwanie władz odrodzonej Rzeczypospolitej zamieniła ziemiański dwór na Pomorzu na szkolną klasę. Została nauczycielem, bo w młodym państwie brakowało nauczycieli, zwłaszcza języka polskiego. Renata Piłat zrobiła to samo. I nie żałuje, bo – i tu wyznanie: – Miałam wspaniałych uczniów. Wiele się od was nauczyłam. Ja was wszystkich kochałam.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej