Piszcie: listy@wyborcza.pl

1. Poszły do szkoły jako sześciolatki, skończą szkołę zbyt wcześnie

PiS postarał się, żeby sześciolatki nie musiały iść do szkoły. I doprowadził do tego, że o wyborze liceum muszą decydować nawet trzynastolatki, a egzamin dojrzałości będą zdawać uczniowie siedemnastoletni.

W grudniu 2015 r. posłowie zlikwidowali obowiązek szkolny sześciolatków. Był to pierwszy rok, w którym do szkół obowiązkowo poszedł pełen rocznik sześciolatków. Ale sześciolatki pojawiały się wśród pierwszaków od 2009 r., gdy PO wprowadziła tzw. reformę sześciolatkową. Programy były dostosowane do młodszych dzieci, ale rodzice wysyłali dzieci do klas pierwszych dobrowolnie, bo wprowadzenie obowiązku szkolnego sześciolatków ciągle przesuwano.

Gdy PiS i Ministerstwo Edukacji Narodowej zabrały się do zmian w oświacie, o uczniach, którzy rozpoczęli naukę jako sześciolatki, najwyraźniej zapomniały. Czas edukacji ogólnokształcącej jednakowej dla wszystkich skrócił się z dziewięciu (przed reformą sześcioletnia podstawówka plus trzyletnie gimnazjum) do ośmiu lat, zlikwidowano gimnazja i wydłużono naukę w szkołach podstawowych o dwa lata. W tym roku po raz pierwszy mamy taką sytuację, że życiowe decyzje podejmują już nawet trzynastoletnie dzieci. Ta grupa zacznie naukę w klasach pierwszych liceów równocześnie z piętnastolatkami, które zaczęły naukę w wieku siedmiu lat, oraz z grupą szesnastolatków po gimnazjach.

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej