– Te wszystkie sprawy prowadzone są w stosunku do obywateli, którzy korzystają ze swych konstytucyjnych praw, np. do zgromadzeń czy wolności wypowiedzi, którzy bronią legalnego działania Sejmu i wolnych sądów. Represje to próba zamrożenia protestów, chęć zastraszenia ich uczestników. Bo choć sądy w miażdżącej większości uniewinniają te osoby, wcześniej muszą one przejść swoistą drogę krzyżową: przesłuchania, rozprawy. To wszystko zabiera czas, stawia pod pręgierzem wymiaru sprawiedliwości – komentuje senator Bogdan Klich, obserwator zbiorowych procesów politycznych, które uważa za symbol rządów PiS.

W raporcie Obywateli RP (koniec września 2018 r.), który obejmuje ostatnich 17 miesięcy, udokumentowano 569 osób szykanowanych z powodu uczestnictwa w protestach. To historie tych, którzy zgłosili się po pomoc prawną do tej organizacji. Statystyki nie uwzględniają obrońców Puszczy Białowieskiej, a także uczestniczek protestów kobiecych. Nie ma w tej liczbie też tych, którzy dostali nakazowe wyroki i dla świętego spokoju zapłacili grzywny. Według Obywateli RP represjonowanych może być grubo ponad tysiąc.

Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej