Olga Woźniak: Pani profesor, czy dzieci uzdolnione matematycznie to są jakieś inne dzieci?

Edyta Gruszczyk-Kolczyńska: To trudne pytanie, ponieważ to są zwyczajne dzieci. Zwyczajne dzieci, które zostały obdarzone przez los czymś bardzo cennym i ważnym. O czym jeszcze do niedawna nie było wiadomo i co nie było takie jasne. Rodzice przeczuwali, że ich dzieci są znakomite, że radzą sobie z liczbą i miarą w sposób piękny i że na przykład pięciolatek jest lepszy od siedmiolatka. W nauce uważano, że istnieją zadatki uzdolnień matematycznych, w inteligencji wielorakiej uważano, że wcześniej się one manifestują, ale poza laboratoryjne badania idea zadatków uzdolnień matematycznych u dzieci nie wyszła. U dorosłych wiemy, że przed maturą jest ich dwanaście, czternaście… trzynaście, osiem procent, w zależności od tego, jakiego narzędzia się używa i gdzie się to bada. No tak, ale jeśli chodzi o dzieci, to nie mieliśmy do tej pory twardych informacji, ile ich jest.

Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej