Na jednych mapach jezioro zaznaczone jest jako słonowodne, na innych jako słodkowodne – na brzegach zalega biały, zaskorupiały osad. Kiedy próbuję, wcale nie wydaje mi się słona, chociaż ryb w nim nie ma, ale też żadnej łódki, choć patrzę w ogromną wodną dal. Miejscowi mówią, że woda jest martwa, bo słona, i nie wolno się w niej kąpać. No ale morze też jest słone, a wszyscy jemy z niego ryby – no to w czym zagadka?

Nie mam pojęcia, za słaby mam internet, żeby to teraz wyszperać – sami poszukajcie. Informuję tylko, że od czasu, jak byłem w tundrze na Półwyspie Jamalskim, nie doświadczyłem takich komarów jak na brzegu tego jeziora. Powietrze zrobiło się gęste od tych owadów. Musicie wiedzieć, że w tundrze nad jednym hektarem gruntu może unosić się nawet do sześciu ich ton, a swoją ofiarę potrafią wyczuć z odległości pięciu kilometrów. Uciekaliśmy znad wody. Przeżyliśmy dzięki rowerom, bo te insekty nie potrafią zbyt szybko latać.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej