Władzy jakoś nie chce się tego rozbrajać przy drodze M41. Czasem nie mogę uwierzyć, że to strategiczna, sławna droga, dzięki której i po której Związek Radziecki dokonał inwazji na Afganistan. Jak te tanki i BTR-y przepchnęły się przez te serpentyny, przełęcze i urwiska? Jak oni przewalili ten cały sprzęt po drodze, po której chwilami nie daje się jechać na rowerze, po tych kamulach, wyrwach albo asfalcie pofalowanym jak morze. To nie metafora - asfaltowe muldy mają czasem kilka metrów wysokości. Radziecki agresor wkroczył do Afganistanu przez most w Chorogu, a jego jednostki podciągnęły do tego miasta od strony Duszanbe, tak jak my jechaliśmy, albo z przeciwnego kierunku, od strony Osz, do którego jedziemy.

Po dniu przerwy poświęconym na naprawę roweru Misia wyruszamy z Chorogu w stronę Murghabu - łańcuch rowerowy, który zdalnie kupiliśmy w Duszanbe, do nas nie dotarł: dostawca przekładał porę dostawy, potem mówił przez telefon, że jest tuż-tuż, potem, że złapie nas autem po drodze, a wreszcie nic z tego nie wyszło.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej