Górska Tawildara to ładne, bardzo czyste i zadbane miasteczko rejonowe, czyli po naszemu powiatowe, które wygląda jak w przededniu święta narodowego. Flagi, plakaty, bilboardy i afisze z natchnionymi minami, słowami i postacią ogromnego prezydenta Tadżykistanu Emomali Rachmona.

CZYTAJ TAKŻE: Tadżycki mąż i moskiewska latawica. Hugo-Bader w Tadżykistanie (odc. 4)

Nie możemy uwierzyć, jak absurdalne oblicze potrafi przyjąć kult jednostki. Szukamy w miasteczku dostępu do internetu. Z hoteliku musimy przejść około 200 metrów na pocztę i liczymy po drodze wszystkie portrety prezydenckiego wodza, które wpadły nam w oczy. Wychodzi, że było ich 21. Na szkole prezydent z dziećmi, na aptece w otoczeniu pielęgniarek, na posterunku policji z funkcjonariuszami, a na poczcie samotnie z wyciągniętą przed siebie prawą ręką... Gdyby doliczyć do tego tablice z jego złotymi myślami, ale bez oblicza - byłoby dwa razy więcej. Wszystko na odcinku 200 metrów.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej