Miasto Darband. Nie ma hotelu, ale wyglądamy tak rozpaczliwie, że Rustan Szapirow zaprasza nas do domu na nocleg i oddaje nam pokój, w którym sypia z młodą, ciężarną żoną. Bardzo cieszymy się z tego wariantu domowego, a nie namiotowego, bo będzie okazja się wykąpać, ale w mieście jest awaria i w rurach nie ma kropli wody. Na dwóch musiał wystarczyć nam jeden mały czajnik, który smutny Rustan wydębił od sąsiadów.

Nasz gospodarz ma 24 lata. Jest już po ślubie i rozwodzie. Obydwa miały miejsce jednego roku, kiedy miał 20 lat. Od dziecka mieszkał z rodzicami i rodzeństwem w Moskwie, do której wszyscy pojechali za pracą i chlebem. W rodzinnym Darbandzie jest dopiero od roku. Ożenił się z miejscową dziewczyną. Bardzo pogodną 17-latką, bo jego pierwsza żona to była - według Rustana - moskiewska latawica, która przesiąkła europejskimi zwyczajami. Nie lubiła zakrywać włosów i nosić długich kiecek, za to uwielbiała znikać z oczu z obcymi mężczyznami. Była normalną rosyjską dziewczyną tadżyckiego pochodzenia, a nie skromną tadżycką gospodynią.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej