Już wiem, dlaczego nie widać ludzi palących papierosy na ulicach Duszanbe (czytaj odcinek 1). Bo nie wolno. Jak i uczestniczyć niepełnoletnim w uroczystościach religijnych. Nie wolno im po prostu chodzić do meczetu. Prawo nie zezwala też na poligamię, ale to akurat nie dotyczy Luliszków, czyli ludzi z narodu Luli - dla łatwości nazywanych środkowoazjatyckimi Cyganami, bo tak jak oni pochodzą z Indii. W Tadżykistanie nazywają ich czasem Dżugi, Dżigi.

Ostatni dzień spędziłem z Michałem i Luli w kiszłaku, czyli wiosce, nazywanym Szodoba, co po tadżycku znaczy radość. To niezwykli, pełni radości ludzie, którzy zajmują się przede wszystkim ulicznym żebractwem, zbieraniem surowców wtórnych, hodowlą osłów, struganiem drewnianych łyżek, kradzieżami, unikaniem szkoły i meczetu jak ognia, a w Rosji panuje częściowo niesprawiedliwy stereotyp, że handlują narkotykami. No i wróżą z kart, rzucają czary, uroki, klątwy i kamieniami w nieproszonych gości.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej