„Niestety, szkoła nie jest dziś laboratorium życia społecznego. To raczej akwarium dla chomików, które traktowane są tak, jakby miały go nigdy nie opuszczać. Tymczasem edukacja ma ogromne znaczenie dla budowania poczucia solidarności” – powiedziała nam ostatnio pisarka Anna Cieplak.

Jej słowa towarzyszyły mi, gdy razem z MamPrawoWiedziec.pl zbieraliśmy informacje o edukacji od prezydentów największych miast. Nie chcieliśmy od nich liczb o zatrudnionych nauczycielach, uczniach czy wydatkach. Chcieliśmy się dowiedzieć, jaką mają wizję szkoły i jak zamierzają mierzyć się z wyzwaniami, które postawił przed nimi rząd. 

Tak, dramatyczne skutki likwidacji gimnazjów i zderzenia roczników to wina rządu, ale poradzić muszą sobie z nimi samorządy. Oczekujmy, że zrobią wszystko, by krzywdę dzieci zminimalizować, bo to dziś ważniejsze niż powtarzanie: „To wszystko wina PiS”.
Bo choć to na poziomie centralnym układane są podstawy programowe, a rząd decyduje o tym, jak dzielone będą poszczególne etapy edukacji, to od samorządów zależy, czy w szkołach uczyć będziemy m.in. właśnie poczucia solidarności.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej