Sprawa wyszła na jaw, kiedy 19 kwietnia do rafinerii w Mozelskiej na Białorusi dotarła ta właśnie zatruta ropa. Białorusini podnieśli alarm. Okazało się, że zatruta jest ropa nie tylko u nich, ale również w Polsce, w Niemczech, bo ten rurociąg prowadzi aż do niemieckiego Schwedt, dochodzi to do Chorwacji, na Węgry, do Czech, Słowacji, oczywiście na Białoruś, Ukrainę i do Ustłuka, to port nadbałtycki, skąd bardzo dużo ropy tankowcami rosyjskimi odpływa morzem do Chin.

Także tą zatrutą ropą Rosja zalała w sumie pół Europy, ogromna katastrofa, rzeczywiście. Bardzo trudno jest znaleźć odpowiedź na to, skąd się ta cała historia wzięła. Może nie tak trudno, może Rosjanie coś kryją i wyjaśnili już sprawę, natomiast oficjalnie śledztwo trwa. Początkowo się mówiło, że to w Samarze jej szefowie chcieli ukryć jakąś kradzież ropy na większą skalę i tego paskudztwa do rurociągu dolali. Ten związek chloru jest dosyć drogi, więc chyba bardziej by się opłaciło, jak mówią fachowcy, dolać wody, a nie tego czegoś, za co by trzeba było zapłacić więcej niż za ukradzioną ropę. Jest wersja, która wydaje się chyba najbardziej prawdopodobna i ona jest fatalna dla Rosji, ponieważ wiąże się to z sankcjami.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej