Dzień dobry państwu. Dzisiaj z Wackiem Radziwinowiczem, moim kolegą i wybitnym reporterem, chcę porozmawiać o tym, dlaczego Władimir Putin przyjaźni się głównie z dyktatorami, od kiedy, chyba w Monachium 10 lat temu, zerwał z Zachodem.

- Już 12 lat.

Od kiedy 12 lat temu zerwał z Zachodem i pożałował rozpadu Związku Radzieckiego, ta tendencja, żeby się przyjaźnić głównie z dyktatorami - przy czym chyba jest mu wszystko jedno, czy oni są z lewej, czy z prawej strony - chyba się nasila. Skąd to się bierze?

- Nie on wymyślił tę tradycję, bo przywódcy kremlowscy zbierali wokół siebie ludożerców z całego świata. Mieli wokół siebie różnych ludzi, po których, jak mówią Rosjanie, płacze czy tęskni Haga. Po co? Dla rewolucji światowej, dla sprawiedliwości międzynarodowej i tak dalej. Owijali w jakieś takie ładne, kolorowe papierki.

Wtedy ta międzynarodówka dyktatur jednakowoż miała oblicze ideologiczne, to był internacjonalizm proletariacki. To działo się jednak w służbie jakiejś ideologii. Zdaje się, że po rozpadzie ZSRR te przyjaźnie już nie są takie wyraźne, również ze strony Putina.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej