Kiedy spojrzy się na największe inwestycje w Radomiu w ciągu ostatnich dziesięciu lat, mogłoby się wydawać, że jest czego zazdrościć. Strefa ekonomiczna zapełniła się firmami, miasto buduje kilometry nowych dróg, powstają kolejne szkoły, przedszkola, żłobki, wiele oddziałów w miejskim szpitalu mieści się w nowych budynkach albo jest po generalnym remoncie. Po mieście jeżdżą ekologiczne autobusy. Trwa budowa dużej hali sportowej, za kilka miesięcy w mieście będą też dwa stadiony.

Call center w biurowcu

– Długą listę inwestycji z ostatnich lat ma każde miasto. Pytanie więc, dlaczego coraz częściej mówi się o kryzysie średnich miast. Jak wyglądała dystrybucja funduszy i czy pieniądze zostały wydane rzeczywiście na inwestycje prorozwojowe – mówi Damian Maciąg ze stowarzyszenia Radomskie Inwestycje. – Za pieniądze na drogi zbudowaliśmy wylotówki, które przyspieszyły suburbanizację a w nowych biurowcach dominują call center. Swoistym absurdem jest to, że rzeczywiście na sprawy prorozwojowe prezydenci miast nie mają dziś prawie żadnego wpływu. Nic nie zmieni dobra droga i nowy basen, jeśli w mieście nie ma miejsc pracy dla klasy średniej ani uczelni wyższej na dobrym poziomie i ludzie wyjeżdżają zaraz po maturze. A ci, którzy zostają, parę lat później uciekają pod miasto – dodaje.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej