Rozmowa była opublikowana w "Dużym Formacie" 16 października 2017 r.

Urodę miała nieprzeciętną.

- Przede wszystkim wielkie, hipnotyzujące oczy. Szczupła, zgrabna, dość wysoka. Nie była jednak klasyczną pięknością. Gdy szła ulicą, niekoniecznie zwracano na nią uwagę. Ale kiedy zaczynała się śmiać swoim perlistym, zaraźliwym śmiechem albo mówić wysokim, dźwięcznym głosem, nie było osoby, która pozostałaby obojętna.

To sprawiło, że Ireneusz Morawski, niewidomy, początkujący literat, się nią zafascynował?

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej