Tekst był opublikowany  w „Dużym Formacie” 8 maja 2014 r.

Działo się to w czasach, gdy przed śmiercią ratowało przeczucie, do historii przechodziło się przypadkiem, a o ślubie decydował dowódca.

CZYTAJ TAKŻE: Patriota robi swoje

- To stało się tak nagle - mówi Lili. - Przybiegł posłaniec i wręczył mi karteczkę. Było na niej napisane, że jutro o godzinie jedenastej będzie mój ślub.

Czy była zaskoczona?

- W ogóle się nad tym nie zastanawiałam. Od razu się zgodziłam.

Siedzimy w salonie podmiejskiego domu, godzinę jazdy samochodem od Nowego Jorku.

Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej