Tekst był opublikowany w „Dużym Formacie” 9 stycznia 2014 r.

CZYTAJ TAKŻE: Nowe wydanie magazynu "Wyborcza Classic"

Atelier Klitka na Ząbkowskiej w Warszawie jest malutkie, wielkości bramy wjazdowej. Usługowy zakład fotograficzny, ale też galeria. I kawiarnia. To, co najbardziej przyciąga wzrok, to akty na ścianach. Wygląda na to, że zrobiono je zwykłym ludziom, którzy przyszli tu tak jak ja - z ulicy. Zaraz, chyba ominęła mnie jakaś rewolucja... Coś się zmieniło w podejściu do nagości, ludzie przestali się wstydzić, nagie ciało nie jest już tematem tabu? Pozwolili sobie zrobić nagie zdjęcia i pozwolili je pokazać. Chcę ich poznać. Bo może to tylko na warszawskiej Pradze?

Akt za monidło

Justyna, tłumaczka z francuskiego (41 lat), wpadła na chwilę odebrać obraz, który zostawiła dla niej znajoma malarka. Przyniosła Julicie Delbar, właścicielce Klitki i fotografce, dwa piwa domowej roboty. Zachwyciła się zdjęciami w stylu retro. A potem zadzwonił mąż Justyny i zamówił w Klitce akt żony. - Na 17. rocznicę ślubu poprosiłam go, żebyśmy zrobili sobie monidło - opowiada Justyna. - Zgodził się, ale coś za coś! On może się wygłupiać w cylindrze ze mną w wianku, ale ja zrobię sobie dla niego akt.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej