Tekst był opublikowany w Magazynie „Życie i Styl” 1 kwietnia 2017 r.

CZYTAJ TAKŻE: Nowe wydanie magazynu "Wyborcza Classic"

Tego kalibru dylemat dotąd miewałam tylko w cukierniach albo we włoskich gelateriach kuszących feerią najróżniejszych wymyślnych smaków. Ale nigdy wcześniej przed witryną z kanapkami.

Tak stało się podczas zakupów w kopenhaskiej hali targowej Torvehallerne, gdy podeszłam do jednego z licznych stoisk z jedzeniem na wynos; jego specjalnością były kanapki. Choć słowo "kanapka" jest w tym przypadku sporym niedomówieniem.

Na oszklonych półkach czekały regimenty sznytek ciemnego razowca ze spiętrzonymi składnikami: kawałkami wędzonych lub marynowanych ryb, plastrami różowego rostbefu, krewetkami, przepiórczymi jajeczkami. Tu kawior, tam krążek cebuli, pióropuszyk koperku. Kolejka posuwała się naprzód, pracownik podmieniał puste tace na kolejne, pełne świeżych, równo ułożonych kanapek.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej