Rozmowa była opublikowana w "Dużym Formacie" 17 września 2009 r.

Zazdroszczę panu, że mógł pan jakoś podglądać proces twórczy, który prowadził do powstania "Kataru" czy "Wizji lokalnej". Choćby przez dziurkę od klucza...

- Podglądać? Ja ten proces nie tyle podglądałem, co podsłuchiwałem. Pamiętam dźwięk niesłychanie szybkiego stukania w maszynę do pisania. Klawisze nie nadążały za szybkością, z jaką pędziły myśli w głowie ojca. Kiedy to słyszałem, od razu wiedziałem, że nie należy ojcu przeszkadzać. Zresztą drzwi do jego pokoju były zamknięte, jeśli sprawa była poważna, to nawet na klucz.

Gdy teraz redagowałem nasze ostatnie znalezisko, czyli rękopis "Sknoconego kryminału", uderzył mnie pośpiech. Wiele słów jest wstukanych skrótowo, pierwsze dwie-trzy litery. Czasem opowieść ucina się w połowie zdania i ojciec próbuje ją podjąć na nowo, z innej strony.

Pozosta這 93% tekstu
Artyku dost瘼ny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypr鏏uj cyfrow Wyborcz

Nieograniczony dost瘼 do serwis闚 informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazyn闚 Wyborczej