Reportaż był opublikowany w "Magazynie", dodatku do "Gazety Wyborczej" 16 września 1994 r.

Przed obiadem - modlitwa. Na obiad - karpie złowione w wydzierżawionym stawie. Po obiedzie Władek wyjmuje karteczkę i przedstawia wpływy (700 tys. - datek od psychologa z Krakowa, 300 tys. ze sprzedaży pomidorów, 200 tys. z porzeczek) oraz wydatki (175 tys. papierosy, 52 tys. bilet autobusowy, 1 milion 250 tys. ubezpieczenie za samochód). W kasie Domu Wspólnoty "Barka" jest jeszcze jakieś 5 mln złotych.

Władek: Byłem zawsze romantykiem i marzycielem

- A czy ty wiesz Joanno, jak się na takich jak ja mówi? - pyta Władek, mieszkaniec "Barki" od pół roku. Milczę w nadziei, że to pytanie retoryczne, ale Władek patrzy wyczekująco. - Garbus? - szepczę więc najciszej jak można, a i tak czuję się zawstydzona samym istnieniem tego słowa.

- No właśnie, całe życie towarzyszyło mi to przezwisko. Kręgosłup miałem łamany kilka razy, do dziesiątego roku życia przeleżałem w gipsowym łóżku. Jestem kaleką nie tylko wizualnie, mam też astmę. Kalectwo całe życie stawiało mi bariery. Niektórzy mówią, że od tego zakompleksiałem.

Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej