Reportaż był opublikowany w "Dużym Formacie" 18 września 2014 r.

Anka jest przyzwyczajona do innego świata. Więc nawet gdyby w domu była ta łazienka z ciepłą wodą i prawdziwą wanną, to w takiej wannie trudno by się jej było odnaleźć. Pewnie i trzy godziny siedziałaby bez sensu. A w wanience przenośnej można umyć się raz, dwa. Tak jej to jakoś zostało z dzieciństwa.

Na razie do nocników

Gdy mieszkała z mężem u teściowej pod Warszawą, korzystała z łazienki. Była w niej wanna, ale jakaś taka duża i niewygodna, a przede wszystkim Anka nie mogła sobie dobrać wody, raz była za ciepła, raz za gorąca, stawiała więc miskę obok i myła się w niej. Tak było prościej i szybciej.

Pracowała wtedy w zakładach drobiarskich, wieszała kury na specjalnych uchwytach, gdzie następnie były obdzierane z pierza. Pracowało się nie najgorzej, tysiąc pięćset to nie są jakieś wielkie pieniądze, ale po podstawówce nie ma oczekiwać Bóg wie czego. Wystarczało, bo mieszkali u teściowej, co jednak w końcu okazało się problemem.

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej