Reportaż był opublikowany w "Magazynie", dodatku do "Gazety Wyborczej" 18 kwietnia 1997 r.

Agata pracuje w bibliotece jednej ze śląskich uczelni. Gdy podaje książkę studentce, której jeszcze nie zna, zawsze dyskretnie zagląda jej w oczy.

- Teraz przyszedł do nas mój rocznik. Więc może i ona.

- Gdzie jeszcze jej szukasz?

- Chodzę po ulicach i obserwuję przechodniów. Poznam ją. Ona musi przecież być do mnie podobna.

- Pytałaś w szpitalu, w którym się urodziłaś?

- Tak. Usłyszałam, że jestem bezczelna.

- Co jej powiesz, gdy ją znajdziesz?

- Że ją kocham.

Gdy Agata miała siedem lat i szła do pierwszej komunii, mama przyniosła jej rano do łóżka pierwszy różaniec, a wraz z różańcem swoją tajemnicę.

- Mocno mnie przytuliła i opowiedziała mi, jak kiedyś spacerowała koło domu dziecka, a tam na dziedzińcu stały wózki z niemowlętami. Ja leżałam w jednym z nich i strasznie płakałam, i ona mnie stamtąd zabrała - mówi Agata. - Nie przejęłam się zbytnio. Ona i tak jest moją mamą, czy mnie urodziła czy nie. A ta prawdziwa, skoro mnie porzuciła, nie interesuje mnie.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej