Reportaż był opublikowany 4 czerwca 2009 r. w "Gazecie Wyborczej"

Warszawa, 20 lipca 1989 r. Reporterka tygodnika "Przyjaciółka" ustawia się pod sklepem mięsnym na Służewcu o godz. 20. W kolejce na dzień następny jest siódma.

Godzina 22. Stoją już 23 osoby, podchodzi kolejna.

- Która będę? - pyta.

- Teraz będzie pani 24., ale rano, jak ustawi się kolejka dla uprzywilejowanych, to będzie pani 48. - odpowiada ktoś z przodu.

Godzina 3 w nocy. Przy owiniętych kocami ludziach pojawia się dwoje staruszków i inauguruje kolejkę dla uprzywilejowanych.

Godz. 5 rano. Przed sklepem jest 40 osób. O godz. 7 - sto. Ktoś z końca kolejki kolportuje plotkę, że sklep ma być od poniedziałku w remoncie i dziś nic nie przywiozą.

O godz. 8 otwarcie. Jest 200 osób. Dowieźli szynkę, baleron, schab, boczek i łopatkę. Dla ludzi z końca kolejki nie starcza, bo połowa wędlin czeka w chłodni na "sprzedaż popołudniową". Tak zarządził minister handlu wewnętrznego, aby ludzie wychodzący z pracy też mogli coś kupić. Niczego to nie zmienia, ponieważ osoby z końca porannej kolejki czekają w sklepach do godz. 16.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej