Rozmowa była opublikowana w "Dużym Formacie" 21 maja 2015 r.

Pokolenie czterdziestolatków ma kłopot z rodzicami, relacje często są zerwane lub pełne złości. Trudne stosunki z matką czy ojcem to temat rozmów towarzyskich i ogromnej części współczesnej literatury: "Mojej walki" Knausgarda, "Korekt" Franzena, "Sunset Parku" Austera, "Pianistki" Jelinek. Co się dzieje?

- W relacjach między pokoleniami jest dużo czegoś, co można nazwać irytacją. To słowo dobrze oddaje sposób, w jaki wielu trzydziestolatków i czterdziestolatków mówi o własnych rodzicach. Przyhamowany gniew, coś pełznącego. Nie potrafią ani się wkurzyć na rodziców, ani ich pokochać. Można tę emocję porównać do chodzenia z kamykiem w bucie. Drażniące.

Irytacja jest gorsza od złości?

- Złość może nas dewastować emocjonalnie, a irytacja jest raczej męcząca. I czasem pacjenci właśnie tak o tym mówią: "Byliśmy u nich na obiedzie, wróciliśmy umęczeni". "Jak mam tam jechać, to już na samą myśl jestem zmęczona".

Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej