Tekst był opublikowany w "Gazecie Wyborczej" 4 października 2018 r.

CZYTAJ TAKŻE: Cykl "Reportaże, które zmieniły świat" w nowym wydaniu magazynu "Wyborcza Classic"

Najsłynniejszym przykładem "reportażu zmieniającego świat" są artykuły "Washington Post" o włamaniu do sztabu Demokratów w kompleksie Watergate, które zmusiły prezydenta Nixona do dymisji. Do dziś, nazywając różne afery, używamy końcówki "-gate"

Nie byłoby jednak chyba dziennikarskiego śledztwa w sprawie "Watergate", gdyby nie śledztwo tej gazety w sprawie "Papierów Pentagonu".

Dziennikarz Ben Bagdikian nie był młodym wilczkiem żądnym sławy i kariery. W chwili publikacji "Papierów Pentagonu" miał już 51 lat. To wiek, w którym dziennikarz ma coś, co daje mu przewagę nad wilczkami: notes z telefonami.

W filmie Spielberga o "Pentagon Papers" mamy kapitalną scenę, w której w redakcji "WP" wszyscy komentują sensacyjny artykuł "New York Timesa". Wynika z niego, że Pentagon dysponuje opinią, iż wojna w Wietnamie jest nie do wygrania. "Jak dotrzeć do tego eksperta? Skąd wytrzasnąć kopię raportu?" - zastanawia się naczelny "WP". Bagdikian tymczasem dzwoni z budki telefonicznej do tego eksperta. Wkrótce miał dwa pudełka z kilkoma tysiącami stron dokumentów. Wystarczyło już tylko je przeczytać, uporządkować i wyciągnąć najciekawsze kwiatki.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej