Tekst był opublikowany w "Gazecie Wyborczej" 2 października 2018 r.

CZYTAJ TAKŻE: Cykl "Reportaże, które zmieniły świat" w nowym wydaniu magazynu "Wyborcza Classic"

Zmienić świat może nawet taki amator jak brytyjski misjonarz i teolog Adrian Hastings (1929-2001). Jego losy pośrednio splatają się z losami Ryszarda Kapuścińskiego, który szczytową formę osiągnął w książce "Jeszcze dzień życia" (1976). Nie napisałby jej, gdyby nie dekolonizacja Angoli, której był naocznym świadkiem. Nie byłoby tej dekolonizacji, gdyby nie rewolucja goździków, która 25 kwietnia 1974 r. obaliła reżim w Portugalii. A do tej walnie przyczynił się tekst Hastingsa z 10 lipca 1973 r.

Każdy faszystowski reżim miał swoją specyfikę. Portugalski wyróżniał się tym, że był najbardziej "demokratyczny". Salazar formalnie był tylko premierem - przez 36 lat. Miał prezydenta, który mógł go odwołać. Prezydenci się zmieniali, ale żaden tego nie zrobił, bo Salazar był ich nieformalnym szefem jako prezes Unii Narodowej, jedynej legalnej partii politycznej w kraju. I pokornie podpisywali wszystkie dokumenty tak, jak im pan prezes kazał.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej