Rozmowa była opublikowana w "Gazecie Wyborczej" 7 lipca 2012 r.

Wstydziła się pani, że pochodzi ze wsi?

- Nigdy. Nawet kiedy dostałam się na studia, nie obcięłam warkoczy. W mieście dziewczyny chodziły w rozpuszczonych włosach, z grzywkami. Rozwiane włosy były znakiem kulturowej emancypacji, a warkocz pewnie symbolem wiejskości i zabobonu. Przecież na wsi związywało się włosy, żeby się w nich złe duchy nie zagnieździły. Nie miałam z tym problemu. Nie ścięłam ich.

A te pani "miastowe" kapelusze?

- Kapelusz jest rzeczywiście znakiem przynależności do innej kultury. Moje motywacje miały inne podłoże niż pochodzenie, również wynikały z bezpośredniego wzorowania się na "stylu kapeluszowym" mojej mamy. Prawdą jest, że po II wojnie światowej migrujący do miast chłopi bardzo szybko odrzucali beret lub maciejówkę, którą przez lata czapkowali panom. Kupowali kapelusze filcowe. Beret stał się symbolem wiejskości, a kapelusz - wyrazem ich aspiracji do miejskiego życia.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej