Rozmowa była opublikowana  w „Dużym Formacie” 15 listopada 2012 r.

Pierwsze pytanie jest jakie?

- "Po co przychodzisz?".

Łatwe.

- Piekielnie trudne. To są ludzie bardzo inteligentni, osiągnęli w swoich firmach wyżyny kariery. Znają wszystkie odpowiedzi, bo tak trzeba w pracy. Za to im płacą. "Przychodzę, bo mam trudności w relacjach z zarządem". "Nie dogaduję się z właścicielem firmy". "Nie radzę sobie z restrukturyzacją, muszę zwolnić połowę pracowników". Świetnie potrafią problem nazwać, zracjonalizować. A potem okazuje się, że nie o to chodzi. To znaczy o to również, ale pod spodem jest zwykle coś podstawowego, ważniejszego. Na przykład kryzys wartości, który przejawia się we wszystkich sferach życia takiej osoby.

Czego pan ich uczy?

- Nie uczę. Pomagam stawiać pytania. Pytania podstawowe: "Po co żyję?", "Jaki sens ma moja praca?", "Czy jestem szczęśliwy?". Bez takich pytań wpadamy w dogmatyzm i konformizm, nie potrafimy sobie nawet wyobrazić lepiej urządzonego świata. Na coachingu dla menedżerów zajmujemy się "humanizowaniem biznesu", tak to bezwstydnie nazywamy.

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej