Tekst był opublikowany w "Dużym Formacie" 18 sierpnia 2016 r.

Zwykle te słowa słyszymy od otoczenia, które chce nam w ten sposób zamknąć usta. Mówią: "Nie siej tu defetyzmu, myśl pozytywnie, narzekaniem niczego nie zmienisz".

Tak jakby samym optymizmem można było coś zmienić! Dominująca ideologia "myślenia pozytywnego" codziennie wciska nam propagandowe hasełka, że gdy uwierzymy w siebie, to odniesiemy sukces (i tak dalej).

W popularnonaukowym serwisie BBC przeczytałem niedawno artykuł Zarii Gorvett o zaletach zrzędzenia, marudzenia, pesymizmu i awanturnictwa. Ponuracy zawierają szczęśliwsze małżeństwa, żyją dłużej, więcej zarabiają i są bardziej kreatywni od tych przygłupów od "myślenia pozytywnego".

Związek między geniuszem a awanturnictwem jest jedną z najciekawszych zagadek psychologii. Różni wujkowie dobra rada często nam mówią, że wykłócanie się w hotelu, że pokój miał mieć widok na morze, a nie na parking przed targiem rybnym, jest niegodne człowieka intelektu. Czy Beethoven albo Newton kłóciliby się o coś takiego? Ależ oczywiście, że tak! W ataku wściekłości być może rzuciliby nawet czymś w recepcjonistę, co zdarzało się Beethovenowi.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej