Rozmowa była opublikowana  w „Dużym Formacie” 11 września 2017 r.

CZYTAJ TAKŻE: Nowe wydanie magazynu "Wyborcza Classic"

W pana filmie "Odbicia pamięci" widzimy ludzi po amputacjach, a także chirurgów i psychiatrów, którzy opowiadają o bólu fantomowym. Odjęta kończyna boli, choć nie istnieje. Jak rozumieć tę metaforę w kontekście na przykład francuskiego kolonializmu?

- Prosty przykład. Wysiadam z żoną na paryskim lotnisku Roissy-Charles de Gaulle. Żona jest jasnowłosą i jasnooką Francuzką, ja mam dwa paszporty: francuski i algierski, i wyglądam, jak wyglądam. Strażnik oddaje żonie paszport bez mrugnięcia okiem, a na mój widok zaczyna się wahanie...

To było jeszcze przed zamachem na "Charlie Hebdo" czy po?

- Przed! Z dziesięć lat temu. Teraz to się zdarza na każdym kroku. Ale dzięki tamtemu wydarzeniu na Roissy udowodniłem żonie, że rzeczywiście traktują nas inaczej, bo ona zawsze mówiła: "Nie przesadzaj". Wywołałem wtedy niezłą awanturę. Z całej kolejki pasażerów czekających do kontroli zatrzymano tylko dwoje ludzi: mnie i panią z Konga.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej