Reportaż był opublikowany w "Dużym Formacie" 3 lipca 2006 r.

Ekipę kołobrzeskiej telewizji kablowej Agnieszka Węgrzyn zobaczyła z okna. To było w maju, chłodny poranek. Ulicą, wzdłuż muru katedry, szło dwóch mężczyzn. Nieśli kamery. Wtedy jeszcze miała siłę, by zejść na dół. Krzyknęła za nimi: - Panowie, pomóżcie mi.

- Najpierw pomyśleliśmy: napad czy co? - wspomina Dariusz Dudziak. - A to było jeszcze gorzej. Powiedziała, że umiera i szuka nowej rodziny dla syna. My na to, że teraz musimy pędzić, ale wrócimy wieczorem.

Kiedy wrócili, Agnieszka leżała osłabiona na wersalce

Dudziak: - Patrzyła na nas tymi wielkimi, niebieskimi oczami. Włączyliśmy kamery. "Pomóżcie mi znaleźć nowych rodziców dla Łukasza". Tak zaczęła. Potem płakała.

Łukasz: Chcę, by mnie kochali

Ten sam pokój. Wychudzona Agnieszka leży na wersalce. Mieszkanie jest wynajęte. Żadnych kwiatów, obrazków, wiszących na krzesłach ubrań. Już nie ma po co ani za co kupować. Wszystkie pieniądze poszły na leczenie.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej