Tekst był opublikowany w „Dużym Formacie” 12 grudnia 20013 r.

CZYTAJ TAKŻE: Nowe wydanie magazynu "Wyborcza Classic"

Pamiętam ostatnie chwile przed komą: styczniowy mroźny wieczór, przed północą wróciłem do domu, usiadłem przed komputerem. I usłyszałem gwizd, z każdą sekundą coraz głośniejszy, rozsadzał mi głowę. Spadłem z krzesła. Zadzwonił telefon. Nie mogłem wstać, więc pociągnąłem kabel i zrzuciłem go na podłogę. Zdążyłem jeszcze powiedzieć: jest źle, przyjedź.

Między jawą a snem

Tuż przed. - Mam na imię Grzegorz. Przed śpiączką żyłem zwyczajnie: pracowałem jako informatyk, później przez pół roku mieszkałem w Irlandii, brałem dorywcze zlecenia. Cieszyłem się, bo w końcu było mnie na coś stać. Po powrocie do Polski chciałem kupić mieszkanie. Podróżowałem. Spotykałem się z dziewczyną. Nie wiadomo, dlaczego koma mnie dopadła. Ciało nie wysyłało żadnych sygnałów ostrzegawczych.

Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej