Tekst był opublikowany w „Magazynie Świątecznym” "Gazety Wyborczej" 3 stycznia 2015 r.

CZYTAJ TAKŻE: Nowe wydanie magazynu "Wyborcza Classic"

W kalendarzu Trójki na 2015 rok znalazł się pan w parodii obrazu Rembrandta - sekcję zwłok tam Wojciech Mann przeprowadza.

- Doktor Tulp jestem, próbuję przeciąć kolegę.

Podobno nie lubi pan celebrować kolejnych sylwestrów.

- Co nie znaczy, że jestem nieznośnym facetem, którego nic nie cieszy. Nie lubię, i to już graniczy z problemem, kiedy mi się coś narzuca. Momentalnie tli się we mnie bunt. Aż czasem sam siebie muszę uspokajać.

Co pana cieszy?

- Małe rzeczy. Niedobrze jest czekać na jedno wielkie coś, co ma nas uszczęśliwić - można się na tym przejechać. Nie mam w sobie permanentnego krytycyzmu, że wszystko jest do luftu. To zatruwa i tego, kto tak myśli, i jego otoczenie. Trzeba celebrować zwykłe życie, drobne kawałki. Mnie cieszy, gdy audycja dobrze pójdzie, gdy siedzę w domu i z kimś fajnie rozmawiam, słucham płyty, czytam, nic mnie nie goni. Nie lubię pośpiechu. Wszystko, co mam na głowie i co mnie skłania do myślenia o czasie, który muszę temu poświęcić, odbiera mi przyjemność zajmowania się tym. Nie chodzi o sybarytyzm, tylko o psychiczny komfort. Presja, że coś jest niezrobione, psuje mi wewnętrzną harmonię.

Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej