Rozmowa była opublikowana w "Dużym Formacie" 9 czerwca 2016 r.

Kolarzówką przyjechałeś? Mignąłeś mi przed chwilą za oknem kawiarni.

- Uwielbiam tę starą kolarzówkę, kupiłem ją w komisie, jest z lat 80., jeżdżono na takich na Giro d’Italia. Ale mam kilka rowerów i w zależności od trasy wybieram.

Bywały lata, że 300 dni w roku spędzałem na wycieczkach. Zamiast siedzieć na wykładach, jeździłem na rowerze lub wspinałem się po górach. Miałem taki plan, żeby zwiedzić całą Małopolskę, być w każdej wsi. I udało mi się to. Nie tylko rowerem, chodziłem też 40-50 km dziennie, wychodziłem z domu i szedłem. Gdzie mnie oczy poniosą. Gdzieś tam nocowałem w polu. Super!

Słyszałam, że potrafisz dojechać rowerem 100 km na spotkanie autorskie, wystąpić i popedałować 100 km z powrotem. W kolarskich ciuchach czytasz wiersze?

- Zdarzyło mi się. Nawet zajęcia na uniwersytecie czasem tak prowadzę. Zwykle jednak mam moment, żeby się przebrać, szybki prysznic i zapodaję na spotkaniu.

Pozostało 97% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej