Rozmowa była opublikowana w "Dużym Formacie" 18 września 2017 r.

Pani najwcześniejsze wspomnienie związane z ojcem?

- To zapachy i smaki. Ojciec pachniał taką specyficzną mieszanką wody kolońskiej, potu i soli. A solił dużo i namiętnie przez całe życie. Ojciec z książką. Ojciec przed telewizorem - miał bardzo owłosione nogi, które mnie zawsze łaskotały. Ale ojca w domu bardzo często nie było albo mama usuwała mnie z jego pola widzenia.

Dlaczego?

- Bo go irytowałam. Nie rozumiał małych dzieci i nie miał instynktu ojcowskiego. Nie mam więc fajnych wspomnień z wczesnego dzieciństwa.

Nic dobrego?

- Jak mu się chciało, to miał niezwykłą wyobraźnię i umiejętność opowiadania bajek. Kiedy bywaliśmy na wsi w domu mojej mamy, w Szczawie, w Gorcach, namawiał mnie, może 5-letnią, żebym w nocy poszła z nim szukać krasnoludków. Ale ja się bałam. Czasem było jakieś wspólne malowanie, bo ojciec ładnie rysował, tyle że wtedy byłam już starsza. Miałam może z dziewięć lat. Rok później, w mojej trzeciej klasie podstawówki, rodzice się rozstali.

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej