Reportaż był opublikowany 2 października 1998 r. w "Magazynie", dodatku do Gazety Wyborczej

Prolog

Deszczowy czerwiec 1988

Ulica Szeroka, główny deptak Torunia, pełna jest dziur, kałuż i błota, spod którego ledwo widać resztki nawierzchni (za wczesnego Gierka ktoś kazał wyłożyć chodnik szybko wietrzejącym piaskowcem, więc na efekty nie trzeba było długo czekać). Potykając się o resztki trotuaru między szarymi kamienicami sunie niemiecka wycieczka. Panie w długich ortalionowych płaszczach mają na głowach foliowe kapturki, panowie dźwigają drogie aparaty fotograficzne. Kiedy przewodnik nie patrzy, robią zdjęcia kolejkom, które jak wielkie gąsienice pełzną co sto, dwieście metrów po obu stronach Szerokiej. Patrząc na wymęczonych, biednie ubranych Polaków, Niemcy kiwają głowami ze zrozumieniem: przed czterdziestu laty mieli to samo. Dobrze pamiętają tamte czasy, w ich grupie średnia wieku waha się między sześćdziesiątką a siedemdziesiątką. To wycieczka sentymentalna. Starsze panie i panowie jadą klimatyzowanym autokarem, by po raz ostatni zobaczyć Ostland i miasta, gdzie się wychowali: Graudenz (dziś Grudziądz), Allenstein (Olsztyn), Olbing, Lyck, Konigsberg...W Toruniu zatrzymali się na kilka godzin. Nie ma tu ani jednej dobrej restauracji, w dwóch państwowych hotelach trudno o miejsca. Ale trzeba zobaczyć Krzywą Wieżę i dom, w którym urodził się Nicolaus Copernicus.

Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej