Rozmowa była opublikowana w "Dużym Formacie" 2 grudnia 2010 r.

Jak odnieść sukces?

- Facet w Szczecinie założył klinikę stomatologiczną, przyjeżdżają do niego ludzie aż ze Szwecji. Mówił mi, że w życiu by do tego nie doszedł, gdyby lokalne środowisko medyczne nie chciało go wygryźć. To, co osiągnął, zrobił ze złości. Jest jednym z wielu przykładów ludzi sukcesu, którzy dali radę, ponieważ było im trudno. Tak jak np. Bill Gates - jemu też nie było łatwo - wsadzali mu głowę do kibla w szkole, pastwili się nad nim. Dlatego mówienie, że jest mi trudno i dlatego nie dam rady, to tłuczenie się z rzeczywistością. Ludzie nie odnoszą sukcesu dlatego, że wszystko im się podkłada, ale pomimo trudności.

W Wielkiej Brytanii szukano wspólnej cechy u self-made milionerów. Na podstawie badań znaleziono jedną: 44 proc. z nich ma dysleksję.

Co ma dysleksja do sukcesu?

- Za tym idą dwa wyjaśnienia. Pierwsze, że jak ktoś ma dysleksję, to od początku wie, że w życiu jest trudno i trzeba się starać. A drugie, że osoby z dysleksją, kontaktując się z innymi ludźmi, rzadziej do nich piszą (bo boją się popełnić błąd), a częściej dzwonią i rozmawiają.

Mnie bardziej przekonuje teoria o kontaktach.

Dziś najwięcej pieniędzy zarabia się, szukając ludzi, którzy coś potrafią zrobić, i kontaktując ich z ludźmi, którzy tego potrzebują.

Najcenniejszą rzeczą jest teraz książka telefoniczna w komórce i liczba ludzi, z którymi jesteś po imieniu. W latach 60. menedżer poznawał 25 osób w ciągu roku, dzisiaj poznaje tyle w ciągu miesiąca.

Jeśli jesteś laboratoryjnym onanistą, wszystko robisz sam, siedzisz w kącie, a świat cię nie rozumie - to nie masz szans. Dopóki nie nauczysz się tworzyć sieci kontaktów społecznych.

Spotkałeś takich laboratoryjnych onanistów?

- W każdej firmie. Zwłaszcza w branży IT wiele osób dobrze się czuje w Excelu, a gorzej między ludźmi. Niektórzy mają wprost kosmiczną wiedzę, konkurują z najlepszymi na świecie, są wybierani do wielkich projektów. W branży IT to łatwe, bo jest bardzo elastyczna: możesz programować w Polsce, wyjechać do Szwecji i robić to samo, bo język jest ten sam, poza językiem menu, ale to da się ominąć. W odróżnieniu np. od zawodu terapeuty, który jest bardzo nieelastyczny pod tym względem.

Mam w pamięci faceta z branży IT, geniusza. Dla niego najważniejsze było doświadczenie, nie pracował dla sukcesu, tylko żeby się czegoś dowiedzieć. Chciał jeździć na konferencje, umówił się ze swoją firmą, że dopłacała mu połowę do jego wyjazdów, a potem to organizatorzy zaczęli mu płacić za to, żeby przyjeżdżał. W końcu firma zaczęła go wypożyczać - w jednym tygodniu pracował na Węgrzech, w następnym w Indiach, potem wracał do Polski itd.

To laboratoryjny onanista, ale z wbudowaną książką telefoniczną. Bo podróżując po świecie, musiał nabyć drugą umiejętność - dogadywania się z innymi ekspertami i błyskawicznego wchodzenia w tryby zespołu. Bo urządzenia mają dziś więcej niż jedną funkcję. Pokaż swój zegarek. Co on ma oprócz mierzenia czasu?

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej