Tekst był opublikowany w "Magazynie", dodatku do "Gazety Wyborczej" 20 grudnia 2001 r.

Gdy gaśnie światło, a na wielkim, poszarzałym ze starości ekranie zaczyna się barwna opowieść o bohaterach, romansach, dramatycznych pojedynkach i wzruszających rozstaniach, dusze Afgańczyków wyruszają w odurzającą wędrówkę, z której ciężko im wracać. Dlatego tłum, jak ogarnięty narkotycznym nałogiem, kłębi się pod iluzjonem, by wedrzeć się za wszelką cenę do środka baśni i jeszcze, jeszcze raz przeżyć kolorowy sen.

Kabul odreagowuje lata pod rządami talibów, religijnych fanatyków, którzy za grzech i występek uznawali każdy przejaw radości, najmniejszą przyjemność, każdą zabawę. Nie wolno było słuchać ani grać muzyki, tańczyć, oglądać filmów czy teatralnych przedstawień, nie wolno było nawet rysować żywych istot, ponieważ talibowie uznali to za uzurpację boskich kompetencji. Zakazane było wszystko, co nie zostało wyraźnie i jednoznacznie dozwolone.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej