Rozmowa była opublikowana w "Gazecie Wyborczej" 19 marca 2010 r.

CZYTAJ TAKŻE - nowe wydanie magazynu "Wyborcza Classic"

Ciasno tu.

- To moja garderoba, "gabinet prezesa". Lubię spotykać się z ludźmi w małych przestrzeniach. Ale jeśli pan chce, możemy iść na balkon albo do sali baletowej - tam jest więcej miejsca.

O, przepraszam, usiadłem chyba na bolerku... W sali, z tego, co słyszę, trwa próba, więc może zostańmy w garderobie. Nad jakim przedstawieniem pani teraz pracuje?

- Nad musicalem "Powrót Wielkiego Szu". Gra w nim mój mąż Jan Nowicki. To szaleństwo, bo Jan nie lubi Warszawy, a musical to dla niego obcy świat. Zawsze grał wielką literaturę.

A tu czysta rozrywka...

- Tak. To, co robimy w moim teatrze, jest czystą rozrywką w najtrudniejszym wydaniu.

Dlaczego najtrudniejszym?

- Rewia łączy wszystkie gatunki. Jej podstawą jest balet. Wszystkie moje tancerki mają dyplom artystki baletu, kurs tańca nie wystarczy. Bo taniec to coś więcej niż ruch. To harmonia, którą widać w tym, jak kobieta nosi swoje ciało i kostiumy, jak się uśmiecha. Na tancerkę rewiową patrzy się z przyjemnością, nawet tę mniej urodziwą. Równie ważny jest śpiew - teatralne mruczenie nie wchodzi w grę, moi wokaliści muszą śpiewać na poziomie Whitney Houston czy Donny Summer. Do tego dochodzi oprawa, to ona wnosi kolory, emocje... (Małgorzata Potocka, nie wstając, wyciąga rękę i otwiera szafę. Wysypują się pióropusze i szale. Na ścianach wiszą zdjęcia długonogich tancerek we frakach i cylindrach).

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej