Rozmowa była opublikowana w „Dużym Formacie” 30 października 2010 r.

CZYTAJ TAKŻE - nowe wydanie magazynu "Wyborcza Classic"

Argentyna - Jamajka 5:0", "Sala nr 6", "Siedmiu na jednego nie czeka" - głoszą tabliczki na szklanych drzwiach. Kolejne drzwi są drewniane i nie ma na nich żadnego napisu. Ostrożnie otwieram i... w środku nie ma żywej duszy. Jest perkusja, kilka gitar, keyboard, wzmacniacze, głośniki i kable. Wychodząc, widzę, że tuż za ścianą jest siłownia, skąd dobiega głośny śmiech.

To pracownicy Yandeksu, jednej z największych wyszukiwarek na świecie. Właśnie mają przerwę. Mogą przychodzić do pracy, kiedy chcą. Część z nich pracuje w nocy, bo woli spać w dzień. Jeśli chcą, mogą w ogóle nie wychodzić z pracy. Mogą zostać w wygodnych pokojach i zjeść śniadanie.

Yandex to jedna z nielicznych wyszukiwarek, które nie tylko oparły się dominacji Google’a, ale w dodatku skutecznie zabierają mu rynek. Na razie wyłącznie w Rosji, gdzie co miesiąc ok. 15 mln internautów zadaje jej swoje pytania. Dlatego w odróżnieniu od innych rosyjskich firm informatycznych produkujących takie bestsellery jak Fine Reader (program do skanowania tekstów) czy Parallels (program do obsługi systemu Windows w komputerach Apple’a) na świecie słyszało o niej niewielu.

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej