Tekst był opublikowany w "Gazecie Wyborczej" 18 marca 2010 r.

Organizator walki nieźle to sobie wykalkulował - Davenport jest starszy od Gladwella, bardziej doświadczony. Nie ma wątpliwości, że to zawodnik wagi ciężkiej - nienaganna postawa, kwadratowa szczęka zdolna znieść niejeden cios.

Hotel Ceasar’s Palace w Las Vegas pęka w szwach. Faceci w garniturach za kilka tysięcy dolarów zjechali z całłego świata, by na własne oczy zobaczyć pojedynek. Bankowcy, ubezpieczyciele, marketingowcy, farmaceuci, energetycy, informatycy, żołnierze, akademicy. Prezesi, finansiści, statystycy, analitycy. Sześćset osób.

Nie oczekują, że na ringu poleje się krew. Zresztą ring jest umowny. Gladwell i Davenport - choć ich starcie zaaranżowano na wzór walki bokserów - siadają przy stole i nie zamierzają okładać się pięściami. Walczyć będą na argumenty, a stawką nie jest pas mistrzowski, lecz przyszłość współczesnego biznesu.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej