Tekst był opublikowany w „Dużym Formacie” 14 sierpnia 2017 r.

CZYTAJ TAKŻE: Nowe wydanie magazynu "Wyborcza Classic"

Nos Agaty jest sprawniejszy niż nos Maćka.

- Gnijące banany wyczuję z daleka - mówi Agata.

Poznali się kilka lat temu. Maciek pracuje w Greenpeace, Agata studiuje socjologię. Spotykamy się w domu Maćka na obrzeżach Krakowa, w którym pachnie umytymi podłogami. Siadamy przy stole i jemy kolację - ziemniaki w mundurkach polane masłem oraz sałatę ze śmietaną.

- Tylko śmietanę kupiłam - chwali się Agata. - Jemy ze śmietników przy supermarketach. Zapisujemy w zeszycie wartość przywiezionych rzeczy. To od 300 do 500 złotych tygodniowo. Nie jesteśmy w stanie wszystkiego przejeść, dlatego rozdajemy rodzinie i znajomym. Oczywiście, że wiedzą, że to śmieci. Nawet składają zamówienia: "Gdybyście znaleźli zupki z Biedronki, to przywieźcie z dziesięć".

Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej