Tekst był opublikowany w „Gazecie Wyborczej” 9 grudnia 1999 r.

***

Którzy są źli, źli nie byli

Kiedy na świat przychodzili.

z wiersza Marcina Dawlińskiego

Ofiara spoczywa w grobie, zbrodniarze osądzeni, media też swoje odbębniły i zapomniały. No a te majtki? Nic szczególnego. Zwykłe, chińskie, na chłopca dwa-trzy lata. Białe, w muchomorki i biedronki. Lekko używane.

Kłopot z majtkami był już w lecie 1994 roku, kiedy dzieci zostały u Włodka w Pogorzeli. Pieluchy się skończyły, a Patrycja jeszcze w majtki robiła. Żeby tylko pieluchy się skończyły... Ale i kaszka, i mleko, no i papierosy... Bez piwa to jeszcze Włodek wytrzyma trochę, ale palić przecież musi. W sklepie już dawno "na zeszyt" nie chcieli mu dawać, ale jak przychodził z szóstką maleńkich dzieci, to najbardziej wrednej sklepowej miękło serce. Mówił, że kiedy matka przyjedzie po odbiór dzieciaków, to mu zapłaci za opiekę, ale minął umówiony tydzień, drugi, miesiąc, półtora, a Moniki jak nie było, tak nie ma, chociaż siedziała u siebie na Bródnie. Włodek sam czasami jadł tę kaszkę, jak nie miał już nic innego.

Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej