Tekst był opublikowany w "Dużym Formacie" 15 kwietnia 2017 r.

Z niej już nic nie będzie.

Beata umarła w 1988 roku

- Miałam 17 lat i powiedziałam rano do mamy, że coś mnie rozbiera, a mama, żebym lepiej została w domu, bo znów będzie antybiotyk. A to się chyba odzywał krwiak w mózgu po wypadku, który miałam trzy lata wcześniej na ulicy.

Mama wyszła do pracy, a jak wróciła, to w domu było pobojowisko. Z szafek powyciągane, porozrzucane, a ja nieprzytomna na środku pokoju. Czegoś w tych szafkach widać szukałam.

Mama wezwała pogotowie, trafiłam od razu na neurologię. W drodze na salę operacyjną jeden lekarz powiedział: "Z niej już nic nie będzie". A ja to słyszałam. I widziałam swoje ciało leżące na stole operacyjnym. Potem byłam w tunelu, z którego powolutku wyszła jasna istota.

Ale ja spojrzałam w bok

i zobaczyłam tam inny świat. Był zbudowany według całkiem innej architektury, same łagodne kopuły, żadnych ostrych krawędzi. Jasne kolory, piękny park, a w nim dużo roślin, nieznane kwiaty.
Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej