Rozmowa pochodzi z dodatku specjalnego "Orzeł Wylądował" z dnia 25/03/2011.

Robert Błoński: Skąd u skoczka bierze się forma? Pytałem Apoloniusza Tajnera, który był twoim trenerem, kiedy dziesięć lat temu wybuchła małyszomania. Powiedział, że tak do końca to on też nie wie.

Adam Małysz: Hannu Lepistö by ci powiedział i dlatego uważam go za najlepszego trenera na świecie (uśmiech). Jeśli uczciwie ćwiczysz i wierzysz w to, co robisz - forma musi przyjść. Nie można ani na chwilę zwątpić. Pracując z Hannu, też czasem nie miałem wyników i myślałem, że może coś źle robimy. Ale wmawiałem sobie, że dalej trzeba trenować według jego wskazówek. Ufałem mu bezgranicznie. Przed igrzyskami w Vancouver powtarzał, że szczyt przyjdzie w Kanadzie. A przecież we wrześniu, miesiącu najcięższych treningów, miałem urwane przyczepy w mięśniu brzucha i nie mogłem nic robić. Widziałem, że Hannu ma dziwną minę, ale po chwili się śmiał i mówił: "Robimy swoje". W chwilach bezczynności mówiłem: "Nie mogę nic robić, wybija mnie to z równowagi". Odpowiadał: "To dobrze, znaczy, że głowa pracuje. Ciało odpoczywa, ale głowa trenuje". Po półtoramiesięcznej przerwie poszedłem na siłownię i od razu trenowałem z takimi samymi obciążeniami jak przed kontuzją. Rano nie miałem zakwasów! A jak w listopadzie skręciłem w Norwegii kolano, Hannu kazał mi robić przysiady tylko na zdrowej nodze...

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej