„Nie będę tutaj wiecznie, nawet ja!”

Keith Richards spowity nieodłączną chmurą dymu z papierosów wybucha świszczącym śmiechem, kiedy wspominam, że jest wielu, którzy sugerując się datami, podają w wątpliwość jego poczucie własnej śmiertelności.

– No tak – mówi. – Niech to zostanie między mną a karaluchami.

Jest kilka dni przed jego 74. urodzinami. Patti Hansen, z którą są małżeństwem od 34 lat, wyjechała w odwiedziny do rodziny, więc w ich posiadłości w Connecticut Richards został sam z psami: francuskim buldogiem Sugar i białym maltańczykiem Ruby Tuesday.

Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej