Upłynie trochę czasu, zanim poznamy prawdę o nadużyciach w stosunkach z Rosją, o które się oskarża ekipę Donalda Trumpa. Możliwe, że za sympatią do prezydenta Władimira Putina kryje się zwykłe biznesowe wyrachowanie, ale może wyjść na jaw coś gorszego.

W lawinie oskarżeń umyka nam często inny czynnik. Otóż Trump i jego doradcy najwyraźniej wierzyli, że zdołają przeprowadzić strategiczne przegrupowanie z udziałem Rosjan. Uznanie Putina za potencjalnego sojusznika dowodzi – przynajmniej moim zdaniem – wielkiej naiwności.

Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej