Gdy w 1994 r. świeżo upieczeni absolwenci liceum Ceapucv w Caracas opuszczali mury szkoły, każdy z nich miał wielkie plany. Większość wiązała przyszłość z Wenezuelą. Bogaty w ropę naftową kraj wciąż stwarzał wtedy mnóstwo możliwości, choć populistyczny, antyestablishmentowy ruch Hugo Cháveza rósł w siłę.

Ponad dwie dekady później Wenezuela – jedna z najstarszych demokracji w regionie – przekształciła się w dyktaturę; jeden z najbogatszych krajów Ameryki Łacińskiej stał się jednym z najbiedniejszych; z kraju, do którego kiedyś przybywali imigranci, dziś ludzie próbują uciec.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej