Nikt nie obudził „starucha”, jak nazywali go zwykli mieszkańcy, gdy 15 listopada w nocy do stolicy wjechały czołgi, a żołnierze przejmowali budynki rządowe. Prezydent Zimbabwe obudził się w swoim pałacu i domyślił wszystkiego dopiero wtedy, gdy spostrzegł nieobecność szefa ochrony. 25-pokojowy pałac z dnia na dzień stał się złotą klatką. 93-letni Robert Mugabe był w areszcie domowym, pilnowali go żołnierze oraz przysłany specjalnie czołg.

Dyktator targował się z puczystami, wygłosił niezrozumiałe orędzie do narodu, parlament wezwał go do ustąpienia, a jego własna partia wykluczyła go ze swoich szeregów.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej