Samochody nafaszerowane urządzeniami połączonymi z internetem i cyfrowymi mechanizmami kontrolnymi są coraz bardziej narażone na napaści cyberprzestępców, którzy mogą się włamać do ich systemów jak do komputerów. Niemal każde urządzenie cyfrowe może się stać furtką do centralnego systemu samochodu, pozwalając hakerom przejąć kontrolę i np. zatrzymać silnik czy obezwładnić hamulce.

Do tej pory przeprowadzono tylko kilka udanych ataków na samochody, ale głównie po to, by pokazać ich słabe punkty – możliwość zgaszenia silnika i przejęcia kontroli nad nawigacją.

Niestety, zdaniem ekspertów od cyberbezpieczeństwa rośnie zagrożenie ze strony hakerów zdolnych włamać się do auta na odległość i zablokować drzwi, dopóki właściciel nie zapłaci okupu. Cyberprzestępcy mogą również wykraść dane osobowe i finansowe właściciela.

Albo okażą się jeszcze bardziej ambitni. Niektórzy eksperci przewidują, że pewnego dnia miliony samochodów w pełni połączonych z internetem będą narażone na... porwanie na odległość. Taki masowy atak hakerski byłby katastrofą dla przyszłości samochodów autonomicznych (bez kierowcy), które mają zdominować rynek w następnych dekadach, zwłaszcza jeśli nie będą one wyposażone w kierownicę lub zabezpieczenie, dzięki któremu kierowca może ręcznie przejąć kontrolę nad pojazdem.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej