Reportaż był opublikowany  w „Gazecie Wyborczej” 1 lipca 1997 r.

CZYTAJ TAKŻE - nowe wydanie magazynu "Wyborcza Classic"

Aby wszystko było jasne: jedna z tych, co się zabiła, to była dziewczyna kogoś z nas, dlatego się z tobą spotykamy - zaczyna Piotr. Do niedawna pracował jako Regional Promotion Supervisor w koncernie tytoniowym. Przy pasku nosi dwa telefony (GSM do rozmów w mieście i Centertel - za miastem). W sierpniu Piotr skończy 28 lat. Właśnie rozwodzi się z żoną, bo od pół roku żyje z hostessą ze swojej firmy.

- Nie piszesz miast, nazwisk ani nazw firm, dla których pracujemy - ostrzega. - Gadając z tobą każdy z nas i tak już swój koncern zdradza, ale tak postanowiliśmy.

Piotr, Jacek i Wojtek siedzą obok siebie przy dużym stole w ogrodzie eleganckiej restauracji.

Piotr sięga po papierosa co dziesięć minut.

Jacek - District Sales Supervisor w dużym koncernie tytoniowym - jeszcze częściej. 28 lat skończył przed tygodniem, na spotkanie przyjechał firmową toyotą. Pije piwo zmieszane ze sprite'em: - Nie chodzi nam, uważaj, o firmy, tylko o sprawę - mówi. - Że się rekrutuje ludzi z ulicy, a potem robi im wodę z mózgu i ciśnie tak, że się zabijają.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej